Międzybrodzie Bialskie

Zbójnictwo góralskie w okolicach Międzybrodzia

1. Ludowe przysłowie głosi, że „w górach żywieckich Kain pałkę zgubił”. To lapidarne stwierdzenie obrazuje niebezpieczeństwo podróżowania przez górskie okolice Żywca. Doświadczył tego już Biernat z Lublina – ksiądz, pisarz i tłumacz żyjący na przełomie XV i XVI w., który opadnięty przez zbójców pod Żywcem musiał kilku z nich zabić, aby samemu ujść z życiem. Pochodząca z 1529 r. wzmianka o tym jest – jak się wydaje – pierwszą pewną wiadomością o góralskim zbójnictwie w Karpatach.

 

           Autorzy zajmujący się karpackim zbójnictwem różnie je postrzegali i definiowali – jedni oceniali je jako zwykłe rozboje, inni widzieli w nim rodzaj zbrojnej partyzantki górali walczących z uciskiem feudalnym. Różne też wskazuje się przyczyny zbójnictwa góralskiego. W literaturze wymienia się wzrost ucisku pańszczyźnianego, branki do wojska, biedę wywołaną klęskami żywiołowymi i nieurodzajami, sprzyjające warunki terenowe, poparcie ludności wsi, wreszcie fantazję i umiłowanie wolności u górali. Sądzę, że wszystkich tych elementów można doszukać się wśród przyczyn, które wiodły górali do „pójścia na zbój”.

            Grupy zbójnickie – niekiedy stałe, lecz najczęściej doraźnie skrzykiwane – bywały nazywane „towarzystwem”, „bursą” czy „kompanią”. Liczyły od kilku do kilkunastu (wyjątkowo – kilkudziesięciu) osób, którym przewodził hetman, zwykle obierany przez towarzyszy. Celem napadów byli wędrujący kupcy, pańskie dwory, kościoły i plebanie, bogatsi chłopi (np. młynarze), ale nie gardzono też grudą sera, zabraną „na sałaszu”, czyli w szałasie pasterskim. Na zimę zbójniccy kompani rozchodzili się do wsi i dopiero, gdy wiosną buki okrywały się liśćmi, skrzykiwali się na nowe wyprawy. Udział w kompanii zbójnickiej był próbą męskości i znaczna część chłopów uznawała to zajęcie za „honorne” i przynoszące szacunek. Toteż wielu młodych górali starało się zaimponować ziomkom pewnymi doświadczeniami w tej dziedzinie i okresowo wiązali się oni ze zbójnikami. Później przeważnie powracali do zwykłych zajęć gospodarskich, ale niekiedy kończyli żywot na szubienicy…

            Pierwsze bliższe informacje o zbójnictwie w okolicach Międzybrodzi pochodzą z 1587 r. Jak pisze sławetny wójt żywiecki Andrzej Komoniecki, „tegoż roku kościół w Czańcu wyłupano [wzięto łupy, okradziono], a ten, co go wyłupał tegoż tydnia w Żywcu był spalony”. Godzi się wspomnieć, że w tym czasie prawdopodobnie był to już kościół parafialny dla mieszkańców Międzybrodzi Lipnickiego i Kobiernickiego (jeszcze w 1581 r. należeli formalnie do parafii kęckiej).

            Następne informacje pochodzą z zeznań Józefa Jaska z Łękawicy, złożonych w 1594 r. przed sądem zamkowym w Żywcu. Przesłuchiwany przyznał się, że wraz z 24 towarzyszami z Bulowic, Jeleśni, Łękawicy, Przyborowa, Świnnej, Oczkowa, Wieprza, Nowego Rychwałdu, Gilowic i Międzybrodzia (stąd niejaki Steblików, czyli syn Steblika) napadł nocą na Żydów z Krakowa, którzy w 1591 r. schronili się przed morowym powietrzem w Bulowicach. Zabrali im „szaty, futra, śrzebra potrosze i pieniędzy złotych aureos szterdzieści i sztyry i monety także złotych szterdzieści a więcej nic, oczymby miał wiedzieć”. Również w 1594 r. przed sądem żywieckim przesłuchiwany był Jan Steblik z Międzybrodzia (zapewne ów „Steblików” z bandy Jaska). W swym „testamencie”, tj. w zeznaniach wymuszonych torturami, przyznał się do kradzieży różnych przedmiotów w Międzybrodziu, Pietrzykowicach i Wilkowicach. Został w końcu schwytany przy próbie kradzieży młynarzowego konia (chyba w Starym Żywcu) i stracony.

           Kolejna sprawa zdarzyła się przed końcem lipca 1599 r. w Czańcu. Był to napad na właściciela wsi. Banda składała się z co najmniej kilku górali, którym przewodził prawdopodobnie Matusz Kępysz. Ów herszt zabił napadniętego szlachcica. W napadzie brali udział mieszkańcy Czańca – Szymon Czaniecki z jednym ze swych braci, a także Słowak Michał, Grzegorz Gawlas z Brennej i inni, zaś grupę zbójników „dowiódł” do Czańca były woźnica pana wsi – Wojtek Tleczipytków (?) z Kobiernic. Jak wynika z zeznań Szymona Czanieckiego, „zbójował” on wielokrotnie z różnymi „towarzystwami” w okolicach Kęt, w górach w pobliżu Jabłonkowa i w górach żywieckich. Inni zbójnicy wyjawili w swych zeznaniach, że stały towarzysz zbójeckich wypraw Czanieckiego – Matusz Kępysz – od początku lat 90-tych XVI w. „zbijał” w okolicach Soli i Jabłonkowa oraz na Orawie, działając w „familii” Adama Orawczyka z Kniażej, wraz z góralami ze Świnnej i Milówki, a potem także z inną grupą, złożoną z górali z Makowa i Świnnej. Napadali na jadących drogami kupców i furmanów, przy czym Kępysz niejednokrotnie zabijał szablą.

            Z 1606 r. pochodzą zeznania dwóch zbójników z Lasu, którzy należeli do „towarzystwa” niejakiego Krzysztofa Guzdka. Do tej grupy należał m.in. Ogórek (pisany: Ogurek) z Międzybrodzia. Działali głównie w okolicach Suchej. W rok później sąd żywiecki przesłuchiwał Marcina Bulowskiego z Czańca, który dokonywał rabunków w Łodygowicach i Żywcu, a został schwytany przy kradzieży konia w Wieprzu.

            Kolejna fala procesów zbójników działających w okolicach Międzybrodzi lub stąd pochodzących rozpoczyna się w 1616 r. W grudniu sądzono za rozboje dokonane w Jeleśni i w Sporyszu Grzegorza Tyca, syna Gawędy z Porąbki. Kilku górali z licznej kompanii zbójnickiej z Rybarzowic, Pietrzykowic, Bystrej, Buczkowic i Lipowej zeznało w czasie przesłuchań, prowadzonych w 1618 r. w Łodygowicach, iż „naszedszy nocnym obyczajem” pewną starą białogłowę w Straconce wymusili z niej torturami informacje o miejscu przechowywania pieniędzy i zabrali ich sporą ilość. Grupa o zbliżonym składzie dokonała rabunku w Jasienicy, gdzie jednak spłoszono zbójników dzwonieniem na gwałt. W tym samym roku sądzono w Żywcu Wojtka, syna Paszkowego z Rajczy. Zeznał on m.in., że wraz z dwoma towarzyszami „kramarzom z jarmarku żywieckiego do Kęt idącym zastąpił był na Międzybrodziu” drogę i „nabrali byli kabatków, także pieprzu”. Podobnych rabunków dokonał z różnymi grupami górali w wielu miejscach w Beskidach. Przyznał się też do udziału w napadzie na dwór „jej mości paniej Witkowskiej”, wymieniając – wśród 20 współtowarzyszy – Bzdzioszka z Porąbki, zwanego Jastrzębiem. Ów Bzdzioszek wymieniony jest w zeznaniach innych zbójników, „trapionych” torturami w 1618 i 1619 r. jako ten, który „nawiódł na panią Witkowską” (zapewne chodzi o właścicielkę Jaszczurowej – wsi w Beskidzie Małym, położonej w dolinie Jaszczurówki – dopływu Skawy). W owym głośnym napadzie brał też udział Wojtek Kulizek z Ponikwi (nie wiadomo jednak, czy z Ponikwi k. Wadowic, czy z Ponikwi, stanowiącej część Międzybrodzia Lipnickiego). Bzdzioszka wymieniono również jako uczestnika zbójnickiego napadu w czerwcu 1619 r. na kramarzy „ze Żywca do Kęt idących” i na Jędrysa Hańderkę w Wilkowicach. W zeznaniach Pawła Tomasika z Rybarzowic został wspomniany także Kasper ze Straconki, który ubezpieczał zbójników rabujących dwór p. Rorawskiego w Łodygowicach.

            Szczególnie „obfitym” w zbójeckie rabunki i w procesy zbójników był rok 1622. Komoniecki pisze o tym w następujący sposób: „Tegoż roku w dzień św. Anny [26.VII.] zbójników dwadzieścia i pięć w południe, w obiady same mimo miasteczko żywieckie szło nad rzeką Sołą i u ławek miejskich strzelali ku miastu. A było natenczas przybytek wody, dlaczego się bali, iż trudno było przez wodę na nie prześć albo przejechać. Którego roku wielkie rozbójstwa i rabunki były, z której kompaniej kielka ich tu w Żywcu i Łodygowicach zginęło. A osobliwie dworów siłę rabowali, jako to dwór w Nowym Rychwałdku panu Suskiemu tam dzie[r]żawcy naśli i zrabowali. Na folwarku wieprzskim urzędnika Mikołaja Wojnarowskiego zmęczyli. Także na Węgierskiej Górce folwarku i na Lipowej nabiały pobrali i co było zrabowali; co nie tylko w Żywieckim Państwie to się stało, ale i w pobliskich państwach wielce grasowali.” 4 maja 1622 r. sądzono dwóch zbójników rodem z Międzybrodzia: Bartosza Bułkę z Ponikwi i Klimka Matuszczynego z Międzybrodzia – pasierba Steblowego. Ich towarzyszami w wyprawach byli także mieszkańcy tej wsi, więc warto zacytować ich zeznania. Bartosz Bułka „Naprzód przyznał się, że na szałaszu Janka Słowiaka na Straconce był samoczwart z Klimaszkiem Matuszczynem z Międzybrodzia a pasierbem Steblowym, z Janoszem Powroszczakiem z Międzybrodzia, poddanym mści pana Podlaskiego [a więc z Międzybrodzia Kobiernickiego, podległego staroście zatorskiemu Pawłowi Leśnowolskiemu – synowi kasztelana podlaskiego], a z Piotrem Sękowskim. Tam wzięli dwie grudy sera i dwie owcy zarznęli. Item [także] na Pawłowym Cudernowym szałaszu z Straconki z tymże towarzystwem wyżej opisanym, mianowicie z Klimkiem, z Janoszem Powroszczakiem, z Piotrem Sękowskim, a z Stasiem Partilakiem, który mieszka u Christofa Raka w Ponikwi na zarębku. Tam wzieli dwie grudy sera i dwie owcy i kotlik. Item na Łapiennicy [wieś wchłonięta przez Brzuśnik] był we czterech chałupach to jest u jednego młynarza, u drugiego Niemca, inszych dwóch mianować nie umiał, z Stanisławem Partylakiem, z Klimkiem Steblowym pasierbem, z Tomkiem Mandaczkiem z Międzybrodzia. Wzięli po stuczku płótna i trzy kabatki i złoty. Item na Olszówce naszedł na dom z towarzystwem: z Stasiem Partylakiem, z Piotrem Sękowskim. Tam wzieli wałek płótna i sukna białego na nogawice. Item na Bierowej u Klimka naśli na dom trzej: Piotr Sękowski, Janosz Partylak i on sam. Tam wzieli wałek płótna i chleba i sera nabrali. Item u Kęckiego lasu u Malchera wzięli trzy wory żyta, suknię zieloną, pieniędzy półtora złotego i sera i płótna nabrali. Tam był Piotr Sękowski, Symek Lach z Międzybrodzia, który z Sękowskim dzierżał zarębek. Item na Walunie w Lipniku był samoczwarty, to jest z Grzegorzem Ogórkiem z Międzybrodzia, z Marcinem Wolskim, u Rusina mieszka na Ponikwi, Piotr Sękowski. Dostało się im po kopie i sukno wzięli, co pod siodłem bywało i pierszcionek z kamyczkiem. W Tresnej wzięli jałowicę: Paweł Stworów, Piotr Sękowski i Janusz Powroszczak, którą w liesie zabili, a w domu Michała Stworowego na krzcinach ją zjedli. Tamże z Tresnej wzięli kotlik, który jest u Janosza Powroszczaka. Na szałaszu bielskim cterej byli: tenże Bartosz Bułka, Piotr Sękowski, Symek Hajwowczasów, Kuba Strzępek, mieszka u Jaska na Międzybrodziu. Tam wzięli ctery grudy sera. Item na Bartka Mandaczka, na Janka Bryndzę, na Wojtka Opiłę i na Jurka brata jego powiedział, że ci obierają po drogach z chleba. Item na Bartka Mandaczka powiedział, że młynarzowi na Ponikwi podkopał się do komory i tam wziął prochownicę, półhak [rodzaj strzelby], korzenia i inszych rzeczy nabrał. Item na Janosza Słowiaka w Straconce powiedział, że tam zawsze zbójnicy skłonienie mieli, kiedy przechodzili, tam legali i zawsze ich ostrzegał. Kiedy z Śląska śli, tedy tam dali schować do niego ciżmy safianowe i szubę i półhak. To słyszał od czeladzi tegoż Słowiaka. Item na Smołkę na Słotwinie namawiał się tenże Bartek Bułka, Stanik Haratek z Międzybrodzia, Stanik Najdosek, Janosz Powroszczak.”

Natomiast Klimek – pasierb Steblowy potwierdził swój udział w najściu na szałas Słowiaka na Ponikwi, na bielski szałas i domy w Łapiennicy, gdzie jego udział w łupach sprowadził się do kromki chleba z masłem. Obaj zbójcy z pewnością zostali straceni, prawdopodobnie w Żywcu.

W księdze gminnej Lipnika pod tym rokiem zapisano po niemiecku „testament czworga”, czyli zeznania czterech zbójników o imionach (przezwiskach) Chora, Janke, Pindil i Czudzik. Byli oni członkami większego, około 20-osobowego „towarzystwa”, na czele którego stał herszt, zwany przez nich hetmanem. Zbójcy wywodzili się z różnych miejscowości: ze Ślemienia, Świnnej, Żabnicy, Żywca. Właśnie m.in. o nich pisał Komoniecki, jako że wśród wymienionych przez nich rabunków był napad na „panią Suską”, czyli żonę dzierżawcy Nowego Rychwałdu (Rychwałdku). Torturowani zbójnicy przyznali się też do obrabowania „pani Strzalinej” (żony właściciela Dąbrówki k. Skawiec), a w drodze powrotnej – dworu niejakiego „pana Andrzeja”. Zeznania te korespondują z zeznaniami, złożonymi w październiku 1622 r. w Żywcu przez dwóch innych uczestników tych napadów. Z okolicami Międzybrodzi ta grupa jest związana dwoma napadami: na kościół w Czańcu i na dwór „na Czanieckim przedgórzu”. Z kościoła zbójnicy zabrali naczynia i szaty liturgiczne, obrusy, a nawet krzyż, natomiast z dworu - 30 guldenów, odzież, kilka par ciżem, 3 wałki lnu oraz 3 strzelby i ładownicę. Jaske (raczej Jaszek) przyznał się też do wzięcia (pewnie z jakiejś chaty albo szałasu) guni i kapelusza po drodze na Magurkę (Wilkowicką ?). Wymienieni czterej zbójnicy zostali prawdopodobnie schwytani w Lipniku i tam – w listopadzie 1622 r. – osądzeni i straceni. Również w 1622 r. osądzono w Żywcu czterech innych uczestników wspomnianych napadów na dwory w Nowym Rychwałdzie i w Dąbrówce oraz szeregu innych rabunków.

W trzy lata później Jan Cebula z Kiscule zeznawał przed sądem żywieckim, że brał udział w wyprawie 25 zbójników na Białą Górę, a w „towarzystwie” znajdował się m.in. niejaki Masło z Porąbki. Owa zbójecka „familia” chadzała także w okolicach Międzybrodzi. Cebula zeznawał: „W Porąbce u wójta piliśmy, gdy mść pan starosta żywiecki płynął po wodzie, wszakże nie wystąpiliśmy nań”, a dalej: „Idąc od Międzybrodzia stąpiliśmy do dworu w Moszczanicy”. Wśród wymienionych przez Cebulę zbójników był też Sobek (Sebastian) Bury z Rajczy – wówczas jeszcze tylko szeregowy członek „towarzystwa” Jurka Drahorza z Czadcy, później zaś sławny hetman zbójnicki. O Burym głośno było już od 1624 r., a jego „kariera” zakończyła się w 1630 r. na żywieckim rynku, gdzie - kiedy go podciągano hakiem uczepionym za żebro - wołał z kpiną „wio Bury do góry”, a gdy kat ćwiartował obok jego towarzyszy, dogadywał mu: „Narąbałeś mięsa – jedzże go”.

Rozpanoszenie się zbójników w dobrach żywieckich i okolicznych ziemiach skłoniło w 1626 r. królową Konstancję (żonę Zygmunta III Wazy), która dopiero co odkupiła „państwo żywieckie” od Mikołaja Komorowskiego, do nałożenia na mieszczan obowiązku udziału „z ruśnicą i bronią ręczną” w akcjach „dla ukrócenia rozbójników, którzy się w pobliżu znajdują, każdy z nich za najmniejszym rozkazaniem szlachetnie urodzonego starosty”. Należało to uczynić pod groźbą kary śmierci i utraty majątku. Taka sama kara groziła „jeśliby się który takowy znalazł, któryby z takiemi łotry porozumienie miał.” Obowiązek zbrojnej walki z rozbójnikami królowa nałożyła też na chłopów. „Tak jednak aby do tej powinności wszystkie wsi państwa żywieckiego należały, a mianowicie którejby wsi bliżej ruszyć się na taki gwałt przypadło, tudzież Wałaszy [pasterzom], to jednak aby pod rozsądek i rozkazanie urodzonego starosty naszego podpadało.” Brak zachowanych ksiąg sądowych z tego okresu nie pozwala stwierdzić, na ile skuteczne były działania, zarządzone przez królową Konstancję.

Na północ od „państwa żywieckiego”, w innych ziemiach księstwa oświęcimskiego i w księstwie zatorskim, o konieczności walki ze zbójnikami świadczą liczne lauda [uchwały] sejmików ziemskich zatorskich z lat 1624-1670, w których jest mowa o „ludziach swawolnych plebeiae conditionis [chłopskiego stanu], łotrach i rozbójnikach, którzy na domy ślacheckie nachodzili, łupili, ludzi mordowali, męczyli, na gościńcach i drogach rozbijali, ogniem domy znosili i przybytkom Bożym nie folgowali” i o opodatkowaniu szlachty na utrzymanie specjalnych oddziałów do walki ze zbójnikami (tzw. harników).

Mimo tych środków, jakie podejmowano dla umocnienia bezpieczeństwa na Żywiecczyźnie i w ościennych księstwach oświęcimskim i zatorskim, w końcu XVIII w. nadal głośno jest o wyczynach zbójników – także w okolicach Międzybrodzi. W 1682 r. w Żywcu ścięto i ćwiartowano Błażeja Byrskiego, Tomasza Kubika i Wojciecha Czmiela za rabunek u Gałuszki w Porąbce.

W latach 1688-1689 grasowała na Żywiecczyźnie i terenach ościennych 25-osobowa „familia” sławnego Martyna Portasza z Bystrzycy, zwanego Dzigosikiem. Brak jednak informacji, pozwalających stwierdzić, że działała ona w okolicach Międzybrodzi, bądź aby w tym „towarzystwie” był ktoś pochodzący z owego terenu.

Takie związki można natomiast odnotować w odniesieniu do dwóch jeszcze słynniejszych hetmanów zbójnickich – Wojciecha i Mateusza Klimczoków. Od kwietnia 1694 r. w księgach sądowych „państwa bielskiego” zaczynają pojawiać się wzmianki o grupach zbójników, działających w okolicach Bielska. Należeli oni do „kompanii” dwóch Klimczoków. Władze Bielska zarządzały szczególne pogotowie, a w marcu 1695 r. „około 80 mężczyzn spośród obywateli, nie licząc wybrańców, tak z tej [śląskiej] strony, jak też i z polskiej, za zezwoleniem pana podstarosty [żywieckiego] Ostrowskiego wysłano z Białej do Mikuszowic i Międzybrodzia celem odszukania zbójników.” Ludzi ci sprowadzili Filipa Gąsiorka ze Straconki, u którego znaleziono konia, przyprowadzonego przez Wojciecha Klimczoka. Okazało się, że Gąsiorek był szwagrem Klimczoka, a żona zbójnika mieszkała u brata w Straconce. Klimczokowie działali nie tylko na Żywiecczyźnie i w okolicach Bielska, ale także w rejonie Pszczyny. Znany jest list księży dekanatu pszczyńskiego do biskupa krakowskiego z 1694 r., w którym skarżą się oni na napady „świętokradzkich zbójów”. Jak piszą księża, „wspomniani zbóje zestawiają swoją szajkę z obwodu żywieckiego i łodygowickiego, a jak powszechnie podawają, ma ich być przede wszystkim dwóch, zwanych Klimczykowie, a trzeci Talik, ich podherszt, wraz ze swym krewnym, zwanym Franciszkiem, ci z państwa żywieckiego pochodzą; z dziedziny łodygowickiej pochodzi zaś niejaki Pietruszka.” Ów Malcher Talik z Gilowic, postrzeliwszy się w rękę, schronił się u plebana w Rychwałdzie, za pośrednictwem którego starał się o uzyskanie glejtu u władz. Wykryty, został wydany podstarościemu żywieckiemu dopiero po interwencji władz u biskupa krakowskiego. Po śledztwie został w okrutny sposób stracony na Grojcu w listopadzie 1694 r. W maju następnego roku zbójnicy (prawdopodobnie kompania któregoś z Klimczoków) wysłali do hrabiego Sunnegha w Bielsku sołtysa mikuszowickiego Jana Leinerta ze znakiem ostrzegawczym - magierką (węgierską czapką) owiniętą czarną taftą ze zwisającą krepą i wstążkami. Zażądali od hrabiego wiadra wina, po dwie sztuki czerwonego i zielonego sukna, kamienia prochu i pary pistoletów, a także zaniechania utrzymywania tzw. wybrańców do walki ze zbójnikami. W przeciwnym wypadku zagrozili podpaleniem hrabiowskich folwarków i zastrzeleniem pańskiego bydła pasącego się w górach. Chwalili się, że jest ich 40, z czego 20 w Mikuszowicach, a 20 w Międzybrodziu. Owa wiadomość, pochodząca z bielskich ksiąg sądowych, wskazuje na to, jak pewnie czuli się zbójnicy w tym czasie i jaką mieli fantazję. Rok później schwytano Wojciecha Klimczoka wraz z dziewięcioma towarzyszami w czasie ich beztroskiej pijatyki we dworze w Rajsku. Po przesłuchaniach w Łodygowicach, Pszczynie, Cieszynie i Oświęcimiu, Klimczok zginął w tym ostatnim mieście, a i jego kompani zostali poćwiartowani. Jednak drugi z Klimczoków – pochodzący z Lipowej Matusz [Mateusz] nadal uprawiał swój proceder. Np. w kwietniu 1697 r. obrabował młynarza w Kamienicy. Napadnięty rozpoznał - oprócz Klimczoka – także Pagacza z Ponikwi oraz Babińskiego z Czańca. Miesiąc później grupa 50 zbójników próbowała obrabować Kęty, jednak zaalarmowani mieszczanie odparli atak i pochwycili 5 spośród napastników. Kilka dni wcześniej „familia” Klimczoka obrabowała dwór szlachcica Łodzińskiego z Palczowic. Co cenniejsze łupy zbójnicki hetman ukrył u księżej gospodyni w Czańcu. W końcu – po zorganizowaniu obławy w Mikuszowicach – schwytano Klimczoka wraz z dwoma towarzyszami. Klimczok zginął na krakowskich Krzemionkach, zaś pozostali dwaj zbójnicy – w Oświęcimiu.

Z krótkich notatek o wyrokach za rozboje, zachowanych w aktach żywieckich z lat 1672-1782 wynika, że jeszcze na początku XVIII w. można było spotkać zbójników bądź wywodzących się z Międzybrodzi i okolic, bądź działających w tych okolicach. I tak w 1702 r. wymieniany jest Sobek [Sebastian] Stąków z Międzybrodzia, który w 11-osobowej kompanii zbójnickiej Jana Knapka z Lasu brał udział w rabowaniu dworu pani Żabochnickiej we Frydrychowicach k. Andrychowa. W 1704 r. na żywieckim rynku ścięto i ćwiartowano za nocny rabunek międzybrodzianina Łukasza Klisia. W rok później okrutnie stracono za rabunki Marcina Dźwiganika z Czańca, zatrudnionego przy produkcji prochu: wśród tłumu żywczan na rynku ucięto mu rękę, po czym - na miejscu popełnienia przestępstwa - łamano go kołem, w które później został wpleciony. W 1706 r. stracono w Lipniku zbójnika Jana Górę. W tym samym roku w Czańcu harnicy ślemieńscy zastrzelili tamtejszego zbójnika Tomasza Bakalarczyka, który wcześniej chronił się z dwoma innymi towarzyszami w klasztorze oo. Reformatów w Kętach. W 1712 r. w Żywcu ścięto i poćwiartowano za rabunki międzybrodzianina Franka Motykę, zwanego Pszczółką. Na tym urywają się wiadomości o zbójnikach w tej okolicy. Ani sławny Ondraszek, działający w latach 1711-1715 w Beskidzie Śląsko-Morawskim, ani Jerzy Fiedor z Kamasznicy, zwany Proćpakiem, nie mieli chyba kontaktów z terenem przełomu Soły przez Beskid Mały…

                                                                                                 

Grzegorz Maślanko

 

Źródła i literatura:

            Hanslik Erwin „Räuber in der schlesischen Beskiden”, „Zeitschrift für Geschichte und Kulturgeschichte Ősterreichisch-Schlesiens“, 1907/8 zesz. 3, s. 174

Janicka-Krzywda Urszula „Niespokojne Karpaty czyli rzecz o zbójnictwie”, Wyd. PTTK „Kraj”, Warszawa-Kraków 1986

Janicka-Krzywda Urszula „Poczet harnasi karpackich”, Wyd. PTTK „Kraj”, Warszawa-Kraków 1988

Komoniecki Andrzej „Chronografia albo dziejopis żywiecki…” wyd. St. Grodziski, I. Dwornicka, TMZŻ, Żywiec 1987

Musiał Ludwik „Historyczny Klimczok. Przyczynek do dziejów rozboju w Beskidach”, „Zaranie Śląskie” 1935, t. XI, s. 294

Ochmański Władysław „Zbójnictwo góralskie. Z dziejów walki klasowej na wsi góralskiej”, LSW, Warszawa 1950

Piasecki Zdzisław „Byli chłopcy, byli…Zbójnictwo karpackie – prawda historyczna, folklor i literatura polska”, Wyd. Literackie, Kraków 1973

Szczotka Stanisław „Materiały do dziejów zbójnictwa góralskiego z lat 1589-1782”, PTL, Lublin-Łódź 1952

Włodarska Teresa, Rączka Zofia „Hetmani zbójniccy Wojciech i Mateusz Klimczokowie - w świetle nowych źródeł”, „Zaranie Śląskie” 1961, t. XXXII, s. 691.

 

Mapa

Galeria

Widok z korony ...

Ostatnie na forum

LastPhpBB3. Table phpbb_config not found!

Wszelkie prawa zastrzeżone © Międzybrodzie Bialskie